Mała impresja...
13.11.2008 :: 21:45 Komentuj (3)

Leży obok. Trochę jak księżniczka na ziarenku grochu. Tylko ziarenka brak, usunęły je troskliwe dłonie. Przykryta puszystym kocem, oddycha spokojnie. Śpi. Niesforne kosmyki włosów opadły jej na nos. Wtulona w poduszkę uśmiecha się lekko. Moja dziewczyna. Moje szczęście...

Słowo od sponsora: Bo Ty i ja to już razem MY...


Arbeit macht niektórych frei...
04.11.2008 :: 19:22 Komentuj (4)
Po awansie na "ciężki przypadek" postanowiłem ugiąć się pod terrorem i wrócić do pisania. Wypadło mi właśnie dotrzymać danego słowa i naskrobać nową notkę. Poza tym i tak nie mam w tej chwili nic lepszego do roboty. CV wysłane (chyba szóste już), Fiodora nie ma więc nikt nie truje, a painkillery skutecznie powstrzymują moją głowę przed wystrzeleniem na orbitę. Tak na dobrą sprawę to nie mam pojęcia o czym będzie niniejsza notka i pewnie po jej przeczytaniu będę tak samo skonsternowany jak Wy...

Aktiw risercz

Zabrałem się ostatnio za szukanie pracy. Niektórzy mogliby się dziwić, że dopiero teraz, wszak wspominałem o tym już dawno temu. Ze wstydem przyznaję, że to co wcześniej określałem "szukaniem pracy" przypominało bardziej partię ping - ponga w wykonaniu drużyny ślimaków ogarniętych paraliżem... Na szczęście pewien element wywrotowy dokonał skutecznego przewrotu, w wyniku którego napisałem porządne CV i wysłałem je wszędzie tam gdzie wysyła się porządne CV. Teraz z uporem godnym lepszej sprawy wyglądam pierwszego gołębia mailowego, który przyniesie mi odpowiedź od firmy pragnącej mnie zatrudnić. Mam nadzieję, że do tego czasu nie obrosnę pajęczyną misternie przystrojona cienką warstewką kurzu...
No ale co to wszystko ma do aktiw riserczu? Otóż aktiw risercz jest wymyślną metodą trucia dupy pracodawcy. Polega na tym, że ubieramy się ładnie, pakujemy w teczuszkę swoje CV w wersji minimum 3.0 i idziemy do firmy, w której łaskawie chcielibyśmy pracować. Na miejscu robimy maksymalnie dobre wrażenie, czyli: nie mymlamy jak prezydent, nie klniemy, uśmiechamy się szeroko (wskazane jest wcześniejsze umycie zębów, inaczej uśmiechamy się jak wampir Regis) i jesteśmy mili. Wiem, że dla niektórych może być to zapora nie do przebycia jednak pamiętajcie, że chodzi tylko o to by zostawić papierek i przez pięć minut nikogo nie obrazić. Następnie powtarzamy operację do wyczerpania zapasów CV lub zdarcia zelówek, w zależności od tego co zużyje się pierwsze.
Wbrew pozorom powyższa metoda jest skuteczna. Pracodawcy często nie są świadomi, że potrzebują kolejnego pracownika. W pewnej chwili przychodzi jednak taki dzień, że kolejna para rąk staje się konieczna do dalszego funkcjonowania firmy i nasz przyszły chlebodawca zasiada do napisania ogłoszenia. Wtedy też jego wzrok pada na nasze CV leżące dotąd w głębinach szuflady. Jego oblicze (znaczy pracodawcy, nie CV) rozpromienia się. Właśnie staliśmy się rozwiązaniem jego problemów. A dalej to już z górki. Rozmowa kwalifikacyjna, formalności i waszym szefem staje się skretyniałe, rozlazłe babsko. Wszak każdy musi mieć swojego Fiodora...

"Piniądze to nie wszystko ale wszystko bez piniędzy to

ch**"


Do pracy idziemy bo potrzebujemy pieniędzy. To fakt znany tak powszechnie, że aż szkoda tracić czasu na pisanie o nim. Potrzebowałem jednak w miarę zgrabnego przejścia między pierwszym a drugim paragrafem...
Aktualnie sytuacja pragnącej się usamodzielnić młodzieży nie jest godna pozazdroszczenia. Trzeba pogodzić studia, pracę i mieć chociaż kilka godzin zapasu na sen i życie prywatne. Nie chodzi tutaj o wygodnictwo ale o zwyczajną psychiczną higienę. Popadnięcie w kierat szkoła - praca - wieczorny zgon jest na dłuższą (a niekiedy nawet na krótszą) metę wyniszczające i nie prowadzi do niczego dobrego. Pół biedy kiedy można liczyć na wsparcie rodziców ale i z rodzicami potrafi być bardzo różnie. Jedni rzucą nieco grosza, inni wspomogą chociaż dobrym słowem, a jeszcze inni będą osłabiać morale czy wręcz kłody pod nogi rzucać. Jednak nie po to się młodzież usamodzielnia żeby z rodzicami mieszkać. Studencka praktyka dowodzi, że w jednopokojowym mieszkanku można żyć całkiem komfortowo. Bo nie ważne, że małe i ciasne. Ważne przede wszystkim, że własne. Forsa stopniowo zaczyna schodzić na dalszy plan i można coraz swobodniej cieszyć się nowym, wolnym życiem.
Jeśli ma się z kim łatwiej myśleć o stawaniu na własnych nogach. Pierwsze kroki będą pewnie chwiejne jak nie przymierzając kroki świeżej sarniny na zimowej polanie. Pewnie też parę razy zwalimy się przy tym na pysk ale w końcu staniemy pewnie, z podniesioną głową. Byleby tylko wilki za szybko nie biegały...

Balonik nad cmentarzem

Ostatnio na blogach spotkałem się z falą psioczenia na komercjalizację dnia Wszystkich Świętych i ludzi tłukących kasę na wciskaniu rozgorączkowanym świętującym wszelkiego badziewia. Nie będę się tutaj wdawał w obszerną dyskusję na temat klimatu święta, przykazanej zadumy i tym podobnym duchowym aspektom, bo mi się zwyczajnie nie chce. Ale:
PIERWSZE PRIMO
Dzień Wszystkich Świętych nie jest świętem zadumy i ogólnego smutku, tylko jak sama nazwa wskazuje, świętem wszystkich Piotrów, Pawłów, apostołów i innych porypańców siedzących na słupach czy noszących stygmaty ogólnie. Zmarłych w miłościwie nam panującym katolicyzmie wspomina się dopiero drugiego listopada czyli w Dzień Zaduszny.
DRUGIE PRIMO
W tym kraju, dzięki Bogu, nie wprowadzono jeszcze obowiązku wiary w Boga. Dlatego nie wymagajmy by osoby, które nie mają ochoty świętować szlajały się po cmentarzach.
TRZECI PRIMO - OPTIMO
Nie po to Balcerowicz walczył o kapitalizm, by teraz przedsiębiorczy człowiek nie mógł własna pracą poprawić swojej sytuacji materialnej. Jeżeli biedny, mały sprzedawca zniczy nie kradnie i uczciwie oferuje swój towar, nie łamiąc przy tym prawa, dlaczego mielibyśmy mu tego zabronić? W tej chwili ktoś mógłby zapytać jak się do święta mają sprzedawcy różowych baloników i odpustowej tandety? Skoro jest popyt na baloniki głupio byłoby nie skorzystać z okazji. Ot, wolny rynek...

Słowo od sponsora: Twoja stara jest jak Warszawa. Z jednej strony Wola i Ochota, a z drugiej Włochy i Bródno.